– Jakbyś była wściekła. O co chodzi?

moteli, w których

– Odbijało mi.
SUV.
– Tak. To „Merry Annę”. Merry jak w Merry Christmas, i Annę, z „e” na końcu. Należała
Wściekły na cały świat zacisnął pięść, po chwili rozprostował palce.
Bentz zawrócił i wspierając się na lasce, szedł do samochodu. Nadal był obolały po nocnych
Zaczęło się zeszłej nocy. Poszła spać jak zwykle o jedenastej. Wcześniej podała pani Bernedzie ostatnią dawkę leków i trochę ciepłego mleka z miodem. Kiedy Berneda zasnęła i zaczęła chrapać, Lucille zaciągnęła zasłony wokół łóżka i po cichu opuściła pokój. Weszła tylnymi schodami na drugie piętro; wdrapując się po wąskich stopniach, czuła w kolanach artretyzm i zasapała się z wysiłku. Robiła się za stara i za gruba na ciężką pracę, i chociaż dobrze jej płacili i kochała rodzinę Montgomerych jak własną, wiedziała, że wkrótce pójdzie na emeryturę i być może zamieszka wtedy na Florydzie ze swoją siostrą Mabel. Ale dopiero po śmierci Bernedy Montgomery. Lucille obiecała mężowi Bernedy, że będzie zajmować się jego żoną do końca jej dni. Z błogosławieństwem łaskawego Boga, dużymi dawkami silnych środków przeciwbólowych, kieliszkiem brandy co noc, rozrusznikiem pilnującym regularnego bicia zmęczonego serca, Lucille zamierzała dotrzy-mać przysięgi złożonej Cameronowi Montgomery’emu, chociaż okazał się sukinsynem, jakich mało. Ale żadne z dzieci Bernedy nie było w stanie zająć się schorowaną matką. Wszystkie myślały, że rozrusznik serca i tabletki nitrogliceryny jeszcze długo będą trzymać matkę przy życiu, ale Lucille wiedziała swoje. Śmierć wzywała Bernedę Montgomery, a kiedy już zaczęła przyzywać swą ofiarę, nijak nie można było suki powstrzymać. Podniosła szufelkę, prychnęła i popatrzyła na gorące słońce leniwie przemierzające bezchmurne niebo. Tyle dzieciaków i wszystkie nic niewarte. Ale kimże była, żeby krytykować? Tak jakby jej własna córka była dużo lepsza. Nie, Marta, niech Bóg błogosławi jej nieczułe serce, należała do pokolenia, które robiło tylko to, na co miało ochotę. Zajmowała się swoimi sprawami, nie oglądając się za siebie. Nawet teraz. Miała odwiedzać Lucille, ale nigdy nie przyjeżdżała. Podobno chodziła z jakimś ważnym gliną o nazwisku Montoya z Nowego Orleanu, ale musiało się to rozle-cieć, skoro dzwonił tutaj, szukając jej. Na tym polegał problem z Martą. Była dziwna. Ale przecież to nic nowego. Lucille spędziła ponad trzydzieści lat na rozpamiętywaniu swoich nieprzemyślanych decyzji. Nawet teraz czuła się winna wobec swojej jedynaczki, dręczyły ją wyrzuty sumienia. Kochała Martę całym sercem i była dla niej jedynym wsparciem od czasu, gdy ta skończyła pięć lat. Czasami jednak wydawało się, że zło zwycięża. Można by oczekiwać, że wśród tych wszystkich dzieci, które Berneda i Cameron Montgomery wydali na świat, chociaż jedno wykaże się wystarczającą przyzwoitością. Lucille wysypała zawartość szufelki przez poręcz, na kupkę śmieci piętrzącą się pod grubymi pędami wisterii. Jaki los czeka wszystkich potomków Montgomerych? W ich żyłach krąży zła krew. Marny los i tyle. Spojrzała na szklany dzbanek z herbatą, stojący na balustradzie w promieniach słońca. W bursztynowym płynie pływały i wirowały herbaciane torebki, jak martwe ciała w ciepłym morzu. W głębi domu usłyszała dzwonek telefonu. Serce jej na chwilę zamarło. Nikt nie musiał jej mówić, że to złe wieści. - Uporządkujmy fakty. - Troy powiesił marynarkę na oparciu krzesła w kuchni Caitlyn. - Josh nie żyje. Mogło to być samobójstwo albo morderstwo. Policja wciąż się nad tym zastanawia. Wszystko do tej pory się zgadza, tak?
Trzymała w dłoni martwą słuchawkę. Czuła, że cała drży, nie ze strachu, z wściekłości,
dni wolne 2020 okazał się aktem zgonu Jennifer. Oprócz suchych informacji widniał na nim wielki czerwony
Bentz odprowadzał ją wzrokiem. Złe przeczucie narastało. Coś jest nie tak.
Bosko.
Rozpaczliwie łapała powietrze. Mając w pamięci to, czego nauczyła się na terapii,
mówiła, ale... O cholera... Słuchaj, muszę kończyć.
talerz z sałatką.
– Radzę ci, bo inaczej zaciągnę cię do więzienia, i to zanim się obejrzysz.
czy dziś niedziela handlowa

Wkrótce. Jeśli nie, wszystkie starannie przyjęte

jeden jednak pracował naprawdę. Jego rodzice uciekli
- Mary rzeczywiście przyjdzie, prawda?
między policjantami, którzy pozabijali się nawzajem. Tylko jak mogliby
Był tego pewien.
dwie kobiety uwodziły jednego mężczyznę oraz siebie nawzajem, jedna w
easyfinance offer now online loans instant approval legit money lender tam nie iść? Widziałaś Mary?
spokojniejsze.
że prawie przegapił zakręt. Zdążył jednak
- Tak, pewnie. Po prostu którejś nocy nie stawiła
- Wiecie, ta cała rozmowa jest... - Jessica już miała powiedzieć
podcasty - No i?
- Nie, że ktoś, tylko Andy Latham.
jeszcze nie zdawała sobie w pełni z tego sprawy.
262
zaś jej małe kolonie zapewniały obecność
www.iapteki.pl/page/4/

©2019 www.na-czytac.wroclaw.pl - Split Template by One Page Love